Żeby historia miała sens muszę cofnąć się kilka lat wstecz, do czasów, gdy moje ciało było trochę młodsze, a każdą wolną chwilę poświęcałem grze w piłkę nożną. Nie powiem dokładnie kiedy, lecz było to w roku 2002. Halowy turniej piłki nożnej w Warszawie, mecz o finał pomiędzy reprezentacją gazety „Mazowiecki Sport Express”, w której ówcześnie pracowałem i drużyną biznesmenów. Pierwsza połowa, wygrywamy pięcioma bramkami, otrzymuję w niegroźnej sytuacji podanie od kolegi i… stało się. Noga znieruchomiała, nie mogłem nią ruszyć tak, jakby ważyła z tonę. Wszyscy usłyszeliśmy trzask i w tym samym momencie znalazłem się w pozycji leżącej na ziemi. Pierwsza, szybka diagnoza lekarza zawodów mówiła wprost, że coś poważnego się stało, bo mięsień dwugłowy osunął mi się aż do zgięcia kolana. Później była kilkugodzinna wizyta w szpitalu, badania, prześwietlenia i już wszystko było jasne: najgorszy z możliwych scenariuszów, czyli zerwałem więzadła w kolanie. Kontuzja dość poważna i wymagająca zabiegu operacyjnego. Zabiegu, którego się nie podjąłem, bo przecież „twardziel” ze mnie, zrośnie się, a seria zastrzyków w brzuch, którą przepisał mi lekarz spowoduje szybszą rekonwalescencję. I tak oto ten „młody gniewny”, czyli ja spędził w gipsie prawie rok czasu, borykając się co chwilę z różnymi komplikacjami typu nagminne skręcenia kolana.
Ból kolana, serie zastrzyków, setki proszków przeciwbólowych to nie była najgorsza z konsekwencji uważania siebie za „twardziela”. Największym problemem była waga, a właściwie kilogramy, których z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc przybywało. Sterydy, które otrzymywałem plus jedzenie i brak ruchu spowodowały u mnie, że nadwaga była coraz większa. I nawet, gdy już stanąłem na nogi – właściwie na nogę – nic się nie zmieniło w moim życiu codziennym. Sterydy były odstawione, ale jedzenie z fast foodów i brak aktywności fizycznej stał się moim stylem życia, który doprowadził mnie do takiego stanu, że w sierpniu 2012 roku mierząc sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu ważyłem bagatela… sto sześćdziesiąt pięć kilogramów.
Sierpień 2012 roku, czyli bliska przeszłość, a zarazem i teraźniejszość. Właśnie wtedy nastąpił cykl wydarzeń, które zmieniły moje życie o sto osiemdziesiąt stopni…
Piękne wakacje w hotelu Manor w Olsztynie. Trwa ósmy obóz organizowany przez Federację KSW dla której do dziś pracuję. Z racji pełnienia funkcji koordynatora do spraw mediów, a także osoby zajmującej się przepływem najświeższych informacji postanowiłem, że odwiedzę uczestników obozu, przyjrzę się jak ćwiczą i napiszę fajny materiał podsumowujący to wydarzenie. Rozmawiam z uczestnikami, właścicielami Federacji KSW, którzy również trenują oraz z trenerami. Tutaj swój początek zaczyna mieć moja przemiana. Siadam z Piotrem Jeleniewskim do stołu, rozmawiamy w cztery oczy. Mówi o poziomie sportowym, o funkcji bycia trenerem i… zaczyna mówić o mnie, wytykając mi wszystkie błędy żywieniowe, brak ruchu i złe prowadzenie się. Poczym na sam koniec dodaje słowa, które bezwątpienia na zawsze zapadną mi w pamięci: - Jak zdecydujesz się zrobić coś ze sobą to odezwij się do mnie, pomogę ci. Wspólnie zadbamy o twoje zdrowie.
Minęły dwa tygodnie. Obóz dobiegł końca, ja wróciłem do Warszawy, Piotrek również. Cały czas myślałem o tym, co mi powiedział na wyjeździe. Nie miałem odwagi zadzwonić, mimo, że byłem zdecydowany na zmiany, a ambicja, którą mi podrażnił nie pozwalała mi zlekceważyć jego propozycji. Napisałem sms-a, w którym wyznałem, że zdecydowałem się i możemy zaczynać! Jeszcze tylko zwrotna wiadomość z informacją, jakie muszę zrobić badania i możemy wystartować z programem, projektem, który postanowiłem – z racji zaangażowania w rozwój polskiego MMA – nazwać sam dla siebie: transforMMAcja.
Jak przebiega i przebiegał proces mojej przemiany? Czy były momenty zwątpienia? O tym będę pisać w kolejnych blogach. Podobno jest nieźle, a niektórzy uważają mnie za „ewenement” z racji tego, że w osiem miesięcy udało mi się zgubić zbędny balast w postaci siedemdziesięciu dwóch kilogramów, albo, jak kto woli pozbyć się ze swojego ciała dwustu osiemdziesięciu ośmiu kostek margaryny.
Facebook transforMMAcja.
